Materiały Historyczne
- Szczegóły
- Kategoria: Historia
- Opublikowano: niedziela, 29, marzec 2026 12:28
- Super User
- Odsłony: 146
Dział poświęcony historii krótkofalarstwa polskiego. Obejmuje różnorodne materiały prezentujące biografie, sylwetki, wydawnictwa czy kolekcje kart QSL.

Replika Radiostacji Powstańczej "Burza 2"
- Szczegóły
- Kategoria: Historia
- Opublikowano: niedziela, 30, listopad 2025 10:29
- Grzegorz Walichnowski
- Odsłony: 342
Replika Radiostacji Powstańczej
„Burza 2”
Warszawa 2023 – 2024
Dla uczczenia:
80 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego
80 rocznicy uruchomienia powstańczych radiostacji fonicznych „ Burza”- data uruchomienia 3 sierpień 1944 rok
i „Błyskawica”- data uruchomienia 8 sierpień 1944 rok
Pamięci krótkofalowców:
Antoniego Zębika ps.,,Biegły’’
Włodzimierza Markowskiego ps. ,,Rybka’’
Autorzy:
Zygmunt Seliga SP5AYY
Krzysztof Lipiński SP5WCL
Spis treści
1. Historia powstańczej radiostacji „Burza”
2. Opis techniczny
3. Łączność w Powstaniu Warszawskim
4. Przypis końcowy
5. Zakończenie
6. Źródła
7. Fotografie fot. Zygmunt Seliga
Saga braci Odyńców pionierów polskiego krótkofalarstwa
- Szczegóły
- Kategoria: Historia
- Opublikowano: wtorek, 20, sierpień 2019 19:14
- Grzegorz Walichnowski
- Odsłony: 1815
Saga braci Odyńców pionierów polskiego krótkofalarstwa
Stanisław i Janusz Odyńcowie, prekursorzy polskiego krótkofalarstwa i radiofonii urodzili się i dzieciństwo spędzili na Kaukazie. Ojciec pochodził z rodu książęcego OdyniecBargrynowski herbu "Odyniec". Rodzice wyjechali z Warszawy na Kaukaz szukając tam źródeł szybkiego wzbogacenia. Niestety nadzieje te nie spełniły się. Ojciec niespodziewanie zmarł pozostawiając rodzinę w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Wdowa Natalia z dwunastoletnim Stanisławem i siedmioletnim Januszem wróciła do Polski zamieszkując w Warszawie. Po ukończeniu szkoły średniej Stanisław wyjechał do Paryża podejmując studia na Wydziale Architektury. Z powodu pogarszającej się sytuacji finansowej wrócił do Warszawy kontynuując studia w Szkole Sztuk Pięknych. Trudne warunki ekonomiczne z jakimi borykała się rodzina uniemożliwiły mu ukończenie studiów. Młodzi Odyńcowie imali się różnych zawodów i interesów dążąc do zdobycia majątku i godnej pozycji społecznej. Stanisław odziedziczył po ojcu żyłkę do interesów. W roku 1914 zorganizował wytwórnię kuchenek polowych dla armii rosyjskiej. Przerwane to zostało wkroczeniem armii niemieckiej do Warszawy. Nie zrażony tym zorganizował przedsiębiorstwo odbudowy kościołów. W Polsce niepodległej firmę "Pomet-Polski Metal", która niestety szybko zbankrutowała. Stanisław Odyniec podjął więc decyzję wyjazdu z kraju , udając się do Francji. Janusz został w Polsce. Miał on szerokie zainteresowania techniczne,które później rozwinęły się w ruchu radioamatorskim. We Francji Stanisław zetknął się ze stawiającą pierwsze kroki szeroko pojętą radiofonią i radioamatorstwem zwanym wówczas "radiofilstwem" i zaczął zgłębiać tajniki tej wiedzy. W tym samym czasie już w niepodległej Polsce, również pojawiły się pierwsze próby tworzenia radiofonii. Szczególnie ważną rolę odegrało tu wojsko skąd rekrutowała sie pierwsza kadra radiotechników i radiooperatorów takich jak np. Janusz Groszkowski - późniejszy pierwszy prezes Polskiego Związku Krótkofalowców. Stanowili oni trzon kadry pracowników radiokomunikacji, radiofonii i powstającego szkolnictwa radiotechnicznego. W dniu 3 czerwca 1924 r. zatwierdzona została przez Senat dawno oczekiwana ustawa "o poczcie telegrafie i telefonie", która stwarzała podstawy do dalszych poczynań. Efektem tego było ukazanie się rozporządzenia Ministra Przemysłu i Handlu w październiku 1924r. w sprawie zakładania, utrzymywania i eksploatowania urządzeń radiotechnicznych oraz w sprawie wyrobu sprzętu radiotechnicznego i handlu tym sprzętem. Na przełomie roku 1923/1924 Stanisław Odyniec wraca do kraju i włącza się w działalność rodzącej się radiofonii. Jednocześnie zawiera zwiazek malżeński z Ludwiką Kaszyn, który przetrwał do roku 1927. Widząc olbrzymie zainteresowanie społeczeństwa radiem, przy braku podstawowej popularnej literatury na ten temat, Stanisław postanowił wraz z bratem Januszem wypełnić tę lukę. We wrześniu 1924r. ukazał się pierwszy numer "Dwutygodnika dla Miłośnków Radjo-Telegrafji i Radjo-Telefonji" pod nazwą RADIO-AMATOR. Redaktorem naczelnym został Stanisław, a wydawcą Janusz Odyniec. Redakcja wówczas mieściła się przy ul Wilczej 20 w Warszawie. Ich nazwiska jako redaktorów i wydawców tego pisma figurowało przez blisko cztery lata. Jednocześnie bracia byli zaangażowani w popularyzację i rozwój ruchu radioamatorskiego w Polsce oraz przy nadawaniu próbnych programów Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego. Pomieszczenia redakcyjne stały się ośrodkiem skupiającym osoby zainteresowane radiem oraz radioamatorstwem. Prowadzone były podstawowe szkolenia z zakresu obsługi aparatów radiowych i instalowania anten oraz budową podstawowych układów radiowych. W związku ze zdarzającymi się coraz częściej trudnościami uzyskiwania zezwoleń od władz na zakładanie radioklubów, redakcja RA opracowała wzorcowy statut radioklubu. Został on zaakceptowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. W oparciu o ten statut powstało wiele klubów w kraju. Bracia Odyńcowie widząc jakie problemy stwarzały władze państwowe licznie tworzącym się przedsiębiorstwom radiotechnicznym zwołali 19 września 1924r. posiedzenie powołujące do życia Zrzeszenie Przedsiębiorstw Radiotechnicznych w Polsce. Jak się okazało, miało to wielkie znaczenie dla dalszego rozwoju radiofonii i popularyzacji radia w Polsce. Dalszym sukcesem radioamatorów skupionych wokół redakcji RA było powołanie na przełomie marca i kwietnia 1925r. Centralnego Komitetu Polskich Zrzeszeń Radiotechnicznych, będącego naczelną reprezentacją wszystkich stowarzyszeń radiotechnicznych w Polsce. Bracia Odyńcowie zwrócili również uwagę na potrzebę powołania związku dziennikarzy radiotechnicznych, a także zorganizowania ogólnokrajowej wystawy radiowej. Z każdym dniem powstawały nowe radiokluby, w których zbiorowo słuchano audycji radiowych, gdyż nabycie, posiadanie i używanie indywidualnie odbiornika radiowego, zwanego wówczas "radjostacją odbiorczą", wymagało zezwolenia władz. Początkowo wymóg był taki, że posiadacz odbiornika musiał być osobą pełnoletnią i mieć obywatelstwo polskie. Obowiązywały równierz ograniczenia w stosunku do osób zamieszkałych w piętnastokilometrowym pasie przygranicznym. W celu koordynacji pracy w lutym 1925r. kluby i działający w nich radioamatorzy połączyli się w ogólnokrajowy Międzyklubowy Komitet Radioamatorów.W tym czasie Odyńcowie otrzymali informację z Zachodu, że w Święta Wielkanocne 1925r. w Paryżu odbędzie się Międzynarodowy Kongres Radioamatorów. Natychmiast w lutowym i marcowym RA z 1925r. ukazała się informacja pt. "Miedzynarodowy Kongres miłośników radjo". Omawiała ona szczegółowo zbliżający się Kongres oraz zapraszała do udziału w nim Polaków. Z zapisanych do wyjazdu 12 osób, na Kongres wyjechało 9. Pozostałym przeszkodziły utrudnienia paszportowe. Udział w Kongresie wzięło około 300 osób reprezentujących 25 narodowości. Przy stole prezydialnym zasiadło siedmiu delegatów najpoważniejszych grup narodowościowych radioamatorów . Wśród nich był przedstawiciel Polski - Stanisław Odyniec. Po czterodniowych obradach został jednogłośnie przyjęty statut organizacji IARU, wzorowany na statucie ARRL .W numerze majowym RA z 1925r. ukazało się dokładne sprawozdanie z obrad Kongresu założycielskiego IARU (Miedzynarodowa Unia Krótkofalowców). Kolejne numery coraz więcej miejsca poświęcały "amatorstwu nadawczemu i falom krótkim". W redakcji powstało ogólnodostępne laboratorium radiotechniczne. W numerze wrześniowym RA z 1925r. St. Odyniec zaproponował rejestrację amatorów nadawców krótkofalowców pracujących bez zezwolenia, bo nie było wówczas regulacji prawnych tego hobby. Opracował też system przydzielania znaków nadawczych stosownie do uchwały Kongresu IARU w Paryżu. Wydrukowane zostały na koszt redakcji pierwsze druki potwierdzenia dokonywanych łączności, czyli popularne karty QSL. Redakcja również pośredniczyła w przesyłkach tych kart. Było to, można powiedzieć , pierwsze Biuro QSL w naszym kraju. Od tej chwili pomieszczenia redakcji stały się ośrodkiem skupiającym czynnych nadawców polskich. Trzeba zaznaczyć, że redakcja posiadała swój znak wywoławczy TPAB. Na łamach RA coraz więcej było zamieszczanych artykułów technicznych, poświęconych krótkofalarstwu. Prowadzona była stała rubryka fal krótkich, gdzie zamieszczano informacje o dokonywanych nasłuchach stacji zagranicznych i przeprowadzanych łącznościach polskich nadawców. Koniec roku 1925 przyniósł sukces polskiego krótkofalowca. Tadeusz Heftman TPAX w dniu 6 grudnia 1925r. przeprowadził pierwszą, potwierdzoną kartą QSL, łączność ze stacją holenderską N-0PM. Data ta jest oficjalną datą początków krótkofalarstwa polskiego! W roku 1926 z inicjatywy RA zorganizowano w Warszawie pierwszą wystawę radiową, na której miał swoją bogatą ekspozycje dział radioamatorski. Były m. in. konstrukcje urządzeń nadawczo-odbiorczych. Wystawili je TPAI, TPAX i TPAV otrzymując wyróżnienia w postaci złotych medali od organizatorów oraz brązowych medali od władz wojskowych. Dział ten cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem zwiedzających w tym także oficjalnych przedstawicieli władz państwowych. Na skutek dużego zainteresowania społeczeństwa wystawą , zostały zorganizowane podobne w innych miastach Polski. Efektem tego był znaczny wzrost zainteresowania społeczeństwa radioamatorstwem i krótkofalarstwem. Przyniosło to wymierne korzyści w postaci powstających nowych radioklubów, a co się z tym wiąże rodzącego się krótkofalarstwa w Polsce. Bracia Odyńcowie działając na polu rozwoju krótkofalarstwa polskiego nie zapominali o rodzącym się polskim "broadcastingu" czyli radiofonii. Brali czynny udział w pracach nad kształtem organizacyjno-prawnym przyszłej polskiej radiofonii. Szczególna rola przypadła tu St. Odyńcowi, który był wówczas jedną z czołowych postaci Polskich Zrzeszeń Radiotechnicznych. Zrzeszenia te walczyły o to, by koncesje radiofoniczne były wydawane podmiotom z przewagą kapitału polskiego. Po długich i żmudnych pertraktacjach z władzami cel został osiągnięty. W dniu 18 sierpnia 1925r. minister Przemysłu i Handlu podpisał koncesję na prowadzenie radiofonii publicznej w Polsce. Koncesjonariuszem została grupa pod nazwą „Polskie Radio”, na czele której stało pięć osób, a wśród nich Zygmunt Chamiec, który odegrał w okresie późniejszym czołową rolę związaną z rozwojem radiofonii polskiej, a także w życiu St. Odyńca. We wrześniowym numerze RA znalazła się informacja na ten temat z komentarzem : "Narodziny radja w Polsce były straszliwie ciężkie, jak chyba w żadnym innym kraju w Europie.". Trzeba powiedzieć, że była to wielka zasługa upartych polskich radiofilów w tym braci Odyńców którzy byli niezmordowanym motorem tego przedsięwzięcia. Regularne audycje Próbna Stacja Radiofoniczna Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego w Warszawie rozpoczęła nadawać od 26 listopada 1925r. Stacja emitowała swój sygnał codziennie od 18.00 do 20.00 na fali 385 m. Zakończyła swoją działalność w eterze 14 marca 1926r. Doskonałym konferansjerem był St. Odyniec prowadząc bardzo często skrzynkę odpowiedzi "listów do radia". Również dużą rolę odgrywał Janusz Odyniec prowadzący sprawy techniczo-administracyjne w PTR. Nowo powstała Spółka Akcyjna Polskie Radio, której dyrektorem został Z. Chamiec zaczęła kompletować dział administracyjny i techniczny Polskiego Radia. Dużym zaskoczeniem dla braci Odyńców, jak i dla innych pracowników PTR, którzy tak ogromny wkład włożyli w podwaliny radiofonii polskiej było całkowite pominięcie przez dyrektora Z. Chamca braci Odyńców przy kompletowaniu personelu Polskiego Radia. Była to klęska życiowa zwłaszcza dla Stanisława Odyńca. Zaważyła ona na jego przyszłym życiu. Na skutek zaistniałych kontrowersji z Z.Chamcem dotyczącej perspektywicznej wizji rozwoju polskiej radiofonii rozwiały się nadzieje Stanisława na odegranie czołowej roli w Polskim Radiu. Podjął on decyzję o emigracji do Argentyny w roku 1928. Został tam wykładowcą na Uniwersytecie Katolickim. Ożenił się z właścicielką sklepu jubilerskiego. Nabył też posiadłość nad oceanem, w której gościł w okresie wojny II wojny światowej Witolda Gombrowicza. Stanisław zmarł w latach 60-tych ub. wieku w Argentynie. Natomiast Janusz Odyniec pozostał w kraju. Usiłował jeszcze do około roku 1932 wydawać pismo "Wiadomości Radiowe", które okazało się efemerydą (wydawnictwo nieregularne), gdyż Polskie Radio odmawiało udostępniania mu aktualności programowych. W okresie późniejszym Janusz pracował w Centralnym Okręgu Przemysłowym (COP), a we wrześniu 1939r. ewakuował się do Rumunii. Później przez Francję trafił do Anglii. W roku 1941 zmarł nagle na serce w metrze, podczas niemieckiego nalotu. Matka braci Odyniec Natalia zmarła w roku 1948. Jest rzeczą bezsporną, że BRACIA ODYŃCOWIE byli najbardziej zasłużonymi działaczami krótkofalarstwa polskiego i polskiej radiofonii w okresie gdy obie te dziedziny dopiero się kształtowały.
Opracował na podstawie roczników Radjo-Amator oraz " Tu Polskie Radio Warszawa" -
Jerzy Miśkiewicz SP8TK - styczeń 2015r.
Wystawa Sprzętu Krótkofalaskiego
- Szczegóły
- Kategoria: Historia
- Opublikowano: sobota, 17, październik 2020 20:14
- SP3LD
- Odsłony: 3307
Liczne urządzenia nadawczo - odbiorcze konstruowane przez krótkofalowców, a także bogatą dokumentację, fotografie, dyplomy, karty QSL z całego świata oraz proporczyki i mundury harcerskie radiowców można oglądać na wystawie „90. lat krótkofalarstwa polskiego”, prezentowanej w Muzeum Historii Przemysłu w Opatówku.
Ekspozycja będzie dostępna do końca roku.
Początków krótkofalarstwa polskiego należy poszukiwać na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku, tuż po odzyskaniu niepodległości. Pierwsi radioamatorzy - głównie wojskowi oraz harcerze - czerpali wiedzę od byłych żołnierzy formacji radiotelefonicznych, uczestników wojny polsko bolszewickiej.
W latach 1921-1922 został zorganizowany w Warszawie pierwszy kurs radioamatorski dedykowany dla harcerzy, ograniczał się do nauki telegrafii oraz obsługi stacji nadawczej i odbiorczej. Pierwsza organizacja amatorska powstała w 1924 roku jako Harcerski Radio Klub.
Brak odpowiednich ustaw państwowych o radiokomunikacji w tym okresie nie pozwalał na rozwój amatorskich łączności radiowych. W kwietniu 1925 roku w Paryżu zwołano pierwszy międzynarodowy Kongres Radioamatorów. Powstał wtedy IARU (The International Amateur Radio Union).
W grudniu 1925 roku kolega Heftman jako TPAX przeprowadził pierwsze dwustronne połączenie radiowe z krótkofalowcem holenderskim, dzień ten przyjęto jako początek krótkofalarstwa polskiego. Pod koniec lat 20. powstają prężne środowiska krótkofalowców takie jak: Lwowski Klub Krótkofalowców, Warszawski Klub Krótkofalowców, Krakowski Klub Krótkofalowców, Łódzki Klub Krótkofalowców, Poznański Klub Krótkofalowców, Morski Klub Krótkofalowców, Wileński Klub Krótkofalowców, Bydgoski Klub Krótkofalowców, Częstochowski Klub Krótkofalowców. W 1930 roku powołany został Polski Związek Krótkofalowców jako organizacja naczelna powstała z w/w Klubów.
II wojna światowa to okres próby i poświecenia krótkofalowców w walce z okupantem. Cały sprzęt radionadawczy jak i odbiorczy został poddany konfiskacie zgodnie z zrządzeniem Ministerstwa Poczty i Telegrafów z sierpnia 1939 r. Natychmiast po wkroczeniu Niemców do Warszawy przeprowadzono rewizje w celu rekwizycji urządzeń i sprzętu nadawczego. Pierwszą ofiarą był kolega SP1YX Musiałowicz.
W okresie tym krótkofalowcy walczyli w oddziałach Wojska Polskiego, w ramach organizacji podziemnych, budowali radiostacje i odbiorniki na potrzeby AK. Brali udział w walkach na wszystkich frontach II wojny światowej. Przedwojenny krótkofalowiec SP2BD inż. Gwidon Damazyn, będąc więźniem KL Buchenwald, skonstruował potajemnie odbiornik. A w 1945 roku nadajnik z którego nadał apel do wojsk amerykańskich z prośbą o pomoc o przyspieszenie wyzwolenia obozu w obawie przed wymordowaniem więźniów
Okres Polski Ludowej - pierwsza nieudana próba odtworzenia Polskiego Związku Krótkofalowców nastąpiła pod koniec 1946 roku. Powstała wtedy grupa 24 entuzjastów krótkofalarstwa, która powołała zarząd organizacyjny w składzie przewodniczący: mjr. Ksionda SP2RC, wiceprzewodniczący kpt. Jegliński SP1CM, wiceprzewodniczący Musiałowicz SP1YX, sekretarz Rutkowski oraz skarbnik Damazyn SP2BD. Na początku 1950 roku dochodzi do zmiany polegającej na połączeniu wielu organizacji takich jak PZK. Aeroklub Polski, TPŻ w Ligę Przyjaciół Żołnierza. W 1956 roku na fali odwilży lat stalinowskich dochodzi do zmiany w zarządzeniach Ministra Łączności, następuje wzrost liczby indywidualnych stacji nadawczych do 300 osób. 11 stycznia 1957 roku reaktywowano Polski Związek Krótkofalowców. W 1970 roku PZK posiadało 17 Oddziałów Wojewódzkich, istniało 109 klubów PZK, 224 kluby Ligi Obrony Kraju oraz 55 klubów ZHP.
W okresie stanu wojennego 1981 r., krótkofalowcy musieli zdeponować radiostacje, sprzęt nadawczy oraz licencje nadawcze podobnie jak w okresie okupacji niemieckiej.
Okres od 1989 roku to czas przemian politycznych i gospodarczych, w 1990 r. PZK na fali zmian przepisów o stowarzyszeniach stał się organizacją samofinansującą i działającą na własny rachunek. Prezesem został Krzysztof Słomczyński SP5HS. W 2002 dokonano wpisu PZK do Krajowego Rejestru Sądowego. Równolegle obok PZK , LOK, ZHP powstało wiele nowych stowarzyszeń związanych z krótkofalarstwem.Na wystawie są prezentowane liczne urządzenia nadawczo - odbiorcze konstruowane przez krótkofalowców, w tym kopie nadajnika i odbiornika Tadeusza Heftmana TPAX, którym w 6.12. 1925 r. nawiązał pierwszą amatorska łączność z zagranicą (Holandia) oraz AP - 5 słynna radiostacja zrzucane do okupowanego kraju, używane przez Armię Krajową. Ponadto zaprezentowano bogatą dokumentację, fotografie, dyplomy, karty QSL z całego świata, proporczyki, mundury harcerskie radiowców , klucze telegraficzne. Również umieszczono na wystawie biogramy zasłużonych krótkofalowców polskich. Na wystawie przypomina się też zasługi w zwalczaniu kryzysów, bowiem krótkofalarstwo to nie tylko hobby, ale też służba społeczeństwu w stanach zagrożenia.
Wystawa będzie dostępna od 6 października do końca tego roku.
Początki krótkofalarstwa w Bolesławcu
- Szczegóły
- Kategoria: Historia
- Opublikowano: piątek, 11, maj 2018 19:50
- Grzegorz Walichnowski
- Odsłony: 2352
Krótkofalarstwo ma już ponad stuletnią oficjalną historię. Za jego początek uznaje się rok 1898. W Bolesławcu rozpoczęło się ono w 1963 r. Początki nie były łatwe. Najbliższe kluby krótkofalowców były w Legnicy, Jeleniej Górze i we Wrocławiu. Warunkiem przystąpienia do egzaminu i uzyskania licencji krótkofalowca były: członkowstwo i rekomendacja klubu krótkofalowców Polskiego Związku Krótkofalowców, ZHP bądź LOK.
Powstanie klubu krótkofalowców i pierwsze licencje
Szczęśliwie się złożyło, że porozumieli się dwaj byli telegrafisci z wojska. Jeden z Marynarki Wojennej - Jurek Sokołowski - znany bolesławiecki zegarmistrz, drugi Tadek Nenko - z Wojsk Lądowych. Chcieli być krótkofalowcami - więc musieli mieć klub. Mogli wstąpić do klubu w innym mieście, ale oni postanowili, że założą go na miejscu. Udali się więc do Komendy Hufca ZHP, gdzie uzyskali poparcie i pomoc.
Było to wiosną 1963 r. Dostali do swojej dyspozycji maleńki pokoik na terenie Stanicy Harcerskiej, budynku Komendy Hufca ZHP w Bolesławcu, który znajduje sie w parku koło Liceum Ogólnokształcącego. Założony harcerski klub nie posiadał własnej licencji, gdyż do jej uzyskania niezbędne było zadeklarowanie do jego składu dwu licencjonowanych nadawców. A przecież obaj nie mieli jeszcze licencji. Ale klub powstał i w jednej z sal konferencyjnych Tadek Nenko zaczął uczyć młodzież telegrafii od września 1963 r. Klub pozyskał trochę starego demobilowego sprzętu z wojska i wtedy się zaczęła prawdziwa działalność.
Zajęcia w Stanicy Harcerskiej prowadził Tadek Nenko do wiosny 1964 r. Początkowo w tych trudnych zajęciach uczestniczyło około 20 osób. Tadek uczył odbioru telegrafii (odbiór sygnałów nadawanych alfabetem Morsa na słuch) oraz zasad prowadzenia łączności. Radiotechniki uczestnicy musieli się nauczyć sami. Zajęcia odbywały się trzy razy w tygodniu, ale co ambitniejsi ćwiczyli telegrafię w każdej wolnej chwili np. czytając fragment tekstu, np z gazety z użyciem alfabetu Morsa (ta ti ta ti). Jesienią 1963 r. egzaminy państwowe zdali obaj założyciele klubu Jurek Sokołowski i Tadek Nenko, ale w grudniu tego roku trzech młodych uczestników kursu oblało egzamin we Wrocławiu. Ja zdałem egzamin państwowy w maju 1964 r. jako pierwszy uczestnik boleslawieckich zajęć.
Zdanie egzaminu wcale nie oznaczało uzyskanie natychmiast licencji. Zaczynała się, w dużej mierze nieprzewidywalna, droga administracyjna do otrzymania własnego znaku. Późną wiosną 1964 r. pojawiła się w Bolesławcu pierwsza licencja Jurka Sokołowskiego ze znakiem SP6AXF. Jurek, nie chcąc tracić czasu na żmudne budowanie radiostacji, nabył demobilowy odbiornik wojskowy oraz samodzielnie zbudowany nadajnik od starszych krótkofalowców z województwa wrocławskiego i zaraz zaczął pracę w eterze. Tadkowi ta droga do licencji znacznie sie wydłużyła, gdyż, widać ówczesne władze potrzebowały więcej czasu na sprawdzenie i „prześwietlenie" jego kręgosłupa politycznego. Tadek Nenko dostał swoja licencję i znak SP6AYT dopiero na jesieni tego roku i - by nie tracić czasu - również nabył odbiornik i nadajnik od kolegów z innych rejonów województwa. Tadek pracował w PSS jako kierowca i pamiętam jak wieszając antenę, na którą zdobył bardzo gruby 3-4 milimetrowy drut, naciągał go przywiązawszy jeden koniec do drzewa, a drugi do zderzaka PSS-owskiego Stara 21.
Ja dostałem licencję równocześnie z Tadkiem Nenko - uzyskując znak SP6AYP. Dogoniłem go chyba dlatego, że jako młody uczeń szkoły średniej miałem „kręgosłup polityczny" jeszcze niczym „nie skażony”. W moim przypadku „władza" w osobie dzielnicowego przeprowadziła wywiad środowiskowy wśród sąsiadów i było po wszystkim.
Stanica Harcerska była znakomitym miejscem dla uprawiania krótkofalarstwa - także do jego klubowo-towarzyskiej formy. Nieraz, po nużących zajęciach z telegrafii, rozluźnialiśmy się grając w bilard lub „piłkarzyki". Było to wszystko na miejscu. Stanica Harcerska była w tym czasie czymś więcej niż tylko dużą harcówką. Odbywały się tam spotkania z ciekawymi ludźmi, pisarzami, podróżnikami itp. Pełniła rolę sporego centrum kultury, kto wie czy nie porównywalnego z miejskimi domami kultury.
Bolesławieccy krótkofalowcy
Tadek Nenko SP6AYT poświęcał każdą wolną chwilę zajęciom i uczeniu młodych telegrafii. Prowadzenie tych zajęć pozwalało mu zapomniec o żmudnym, codziennym kreceniem kierownicy PSS-owskiego Stara 21 po krętych uliczkach Bolesławca. Te tysiące godzin, które spędzał za kierownica spowodowały, że palce u rąk miał wyraźnie zniekształcone, co nie przeszkodziło mu mimo to być bardzo dobrym telegrafista prowadzącym łączności głównie szybką telegrafią.
Było dla mnie ogromnym zaszczytem, że ja, jego uczeń, wiele lat później rekomendowałem swojego nauczyciela do najbardziej ekskluzywnego klubu krótkofalowców SPDXClubu, a dosłownie tuż przed jego śmiercią do klubu „starych" krótkofalowców SP OTC (Old Timers Club). Jego marzeniem było dożyć zrobienia łączności z 300 krajami Świata. Zabrakło naprawdę bardzo niewiele. Na jego nagrobku, najważniejsze napisy oprócz nazwiska to znak SP6AYT i informacja, że był członkiem SPDXC.
Jurek Sokołowski SP6AXF - znakomity telegrafista. Zaraz po uruchomieniu swojej stacji zaczął ją rozbudowywać i intensywnie pracować w eterze. Uczestniczył w wielu zawodach krótkofalarskich osiągając bardzo dobre miejsca. Jednak praca zawodowa (był cenionym zegarmistrzem udzielającym się społecznie w kręgach cechowych), powodowała, że po jakims czasie zwolnił tempo, by w końcu „zawiesić klucz na kołku". Widywaliśmy sie czasami gdy przyjeżdżałem do Bolesławca, wspominaliśmy dawne czasy, ale w eterze już się nigdy więcej nie usłyszeliśmy.
Trzecim byłem ja. Gdy otrzymałem upragnioną licencję zaczęły się „schody". Jako, że byłem średnio zaawansowanym radioamatorem oraz nie mając „kasy" musiałem cały mój krótkofalarski sprzęt zbudować samodzielnie. Miałem więc licencje, ale nie miałem stacji. Zacząłem ją więc powoli budować. Pierwszą w życiu łączność przeprowadziłem od razu pod swoim znakiem, na stacji Tadka SP6AYT w dniu 23 listopada 1964 r. ze stacją z Czechosłowacji – OK1KLC. Tadek stał nade mną i przejmował się moją łącznością co najmniej tak samo jak ja. Zaraz potem zrobiłem jeszcze dwie łączności, jedną z Litwą i jedną z NRF. 11 grudnia 1964 r. odwiedziłem Jurka SP6AXF w jego zakładzie zegarmistrzowskim. Dał mi wtedy klucz od mieszkania, które mieściło się w bloku po drugiej strony ulicy Prusa i powiedział: idź włącz stację z rób łączności. To było dopiero przeżycie. Nikt nie stał nade mną; nie mogłem liczyc na żadną pomoc, podpowiedź. Właczyłem odbiornik i nadajnik, nastroiłem i zawołałem, oczywiście Morsem CQ (wywołanie ogólne). Zawołała mnie stacja niemiecka z Wiesbaden DJ1MU. Mój korespondent, Paul, jak się po wielu latach dowiedziałem podczas osobistego spotkania własnie w Wiesbaden w 1981 r. roku, przeprowadził ze mną wówczas swoją pierwszą samodzielną łączność. Coś niesamowitego. Ja miałem do tego momentu tylko trzy łączności ale ta była też praktycznie na swój sposób pierwsza, bo bez nadzoru, całkowicie samodzielna. Swoją, kolejną pierwszą łączność, bo już na własnym, skonstruowanym przez siebie nadajniku przeprowadziłem dopiero 22 lutego 1965 r. roku ze stacją UB5KDI z Ukrainy, z Dniepropietrowska. W odróżnieniu od dosyć typowego schematu jakim było: czeladniczenie w klubie, budowa nielegalnego nadajnika i nielegalna praca w eterze oraz robienie legalnych łączności w klubie pod klubowym znakiem - niczego z tych rzeczy nie doświadczyłem.
W grudniu 1979 r. zostałem członkiem SPDXC. Wygrałem kilka razy, w różnych kategoriach zawody SPDXContest, a w największych światowych zawodach WWDXContest raz byłem pierwszy i raz drugi na świecie. W zawodach IARU Championship kierowany przeze mnie od 2000 r. zespół reprezentujący Polski Związek Krótkofalowców zajął kilka razy miejsca drugie i trzecie. Dziś jestem prezesem SPDXClubu, a w swojej gminie Oława (gdzie mieszkam) staram się wspomagać i szkolić młodych kandydatów na krótkofalowców by zapewnić im to, czego mi w tamtych trudnych czasach brakowało. Udało mi się doprowadzić do tego, że dwóch moich wychowanków już w wieku 13 lat puka do drzwi SPDXClubu. Dodam, że będą oni pierwszymi niepełnoletnimi jego członkami.
Kazimierz Kubrak SP6BHE uzyskał licencję i zaczął pracę w eterze w 1965 r. Znakomity konstruktor - wiekszość czasu spędzał na budowie i modyfikacji swoich urzadzeń krótkofalarskich. Jego fachowa pomoc była nieoceniona. Pomógł swoim doświadczeniem, radą i sprzętem niejednemu młodemu kandydatowi na krótkofalowca. Jego synowie posiadają również licencje krótkofalarskie. Miałem przyjemność spotykać ich czasem w eterze.
Piotr Czerwonka SP6CQY – doświadczony radioamator, wczesniej wspierał technicznie Tadka SP6AYT, a potem, gdy zdał egzamin i uzyskał licencję ze znakiem SP6CQY, zaczął wręcz „wypieszczać" jakość sygnału telegraficznego w swoich konstrukcjach. Pracował w warsztacie mechanicznym w mleczarni, a jako człowiek myślący i z dużą wiedzą potrafił to wykorzystać do tego by jego konstrukcje były doskonałe pod względem mechanicznym. Doświadczeni krótkofalowcy doskonale wiedzą jaki wpływ na jakość sygnału radiowego ma dobrze przemyślana i wykonana mechanika nadajnika czy odbiornika. Piotrek zaczął swoje łączności od bardzo trudnego, ambitnego pasma 28 MHz, gdzie osiągał znakomite wyniki. Niestety zdrowie nie pozwoliło mu się dalej rozwijać i klucz jego zamilkł na zawsze. Na jego nagrobku jest uwidoczniona jego życiowa pasja, jest tam jego znak SP6CQY.
Aleksander Kubuś SP6BXN, parę lat starszy kolega z Liceum. Zaczynaliśmy razem, ale inne koleje losu spowodowały, że licencję uzyskał dopiero po wojsku. Alek również sam konstruował urządzenia i aktywnie pracował w eterze. Niestety, zdrowie nadszarpnięte prawdopodobnie w czasie słynnej katastrofy 1967 r. (Alek mieszkał w Iwinach i jego dom znalazł się wówczas pod wodą) odbiło się na jego kondycji w latach poźniejszych. Spotkaliśmy się ostatni raz 10 lat później, gdy leżał już w szpitalu we Wrocławiu. Rozmawialiśmy o wstąpieniu do SPDXClubu, ale już niestety nie zdążył.
Bolesław Dąbrowa SP6BYS - uczeń naszego Liceum. Licencję uzyskał w roku 1966 albo 1967, ale nic wiecej o jego krótkofalarskich losach oraz co teraz robi dziś nie wiem.
Marian Stencel SP6JKH - obecnie SP6N. Marian pojawił sie w Bolesławcu, gdy ja byłem juz na studiach albo i później. W Bolesławcu działały już w tym czasie dwa kluby: harcerski SP6ZAD i lokowski SP6KFO. Marian jako zapalony DX-man, pierwszy w Bolesławcu przekroczył 300 krajów i stał się dobrym duchem w naszym krótkofalarskim światku. Zawsze można liczyć na jego bezinteresowną pomoc, a tym którzy odeszli i ich rodzinom Marian zawsze pomagał najbardziej.
Urządzenia krótkofalarskie
Brak sprzetu był zawsze problemem tylko bariery są dziś inne.
W latach 60-tych nie było typowego dla amatorów sprzętu fabrycznego. W poczatku lat 60-tych wojsko, LOK, ZHP pozyskiwało sporo sprzętu demobilowego. Przy pewnej wiedzy i prostym wyposażeniu pozwalało to na adaptację bądź budowę odbiorników czy nadajników do potrzeb krótkofalarskich. Należało tylko każde pozyskane urządzenie - głównie odbiornik - przebudować albo zbudować od podstaw odbiornik, nadajnik, urzadzenia dodatkowe.
Faktem jest, że wymagania odnośnie sprzętu w tamtych czasach były zdecydowanie mniej surowe jak dziś. Znakomity sprzęt na tamte czasy nie dawałby dziś szans na uzyskanie dobrego wyniku dzisiaj. Poziom zakłóceń, ilość stacji, tłok na pasmach są dziś nieporównanie większe. Do tego dopasowywane są dziś konstrukcje sprzętu dla amatorów. Ilość i wymagania spowodowały, że powstało wiele firm światowych produkujących sprzęt wyłącznie dla amatorów.
Problem braku sprzętu wcale jednak nie zniknął. Jak kiedyś wszystko trzeba było zrobić, to mogło to powstać z prawie „byle czego" – wystarczyły: czas, umiejętności i wiedza. Dziś wszystko można kupić, ale pieniadze każdy musi zdobyć sam. Dzisiaj licencje może uzyskac nawet 10-cio latek.
Dawniej trafiały sie stare radioodbiorniki; rozbierało się je i pozyskane podzespoły służyły budowie kolejnych urządzeń krótkofalarskich. Niestety zdarzały się też wtedy sytuacje, gdy w czasie radosnej rozbiórki niszczyło sie cenną pamiątkę. Do dziś nie mogę sobie darować, że w taki własnie sposób zniszczyłem bezpowrotnie, będacy w doskonałym stanie odbiornik DKE1938 tzw volksampfanger stanowiący dziś „perełkę" kolekcjonerską. Wiele lat potem szukałem i czekałem by stać się posiadaczem takiego odbiornika. W końcu sie udało, ale jego stan nie jest tak dobry jak tamten, który zniszczyłem w połowie lat 60-tych.
Jak budowałem swój pierwszy sprzęt?
Jako odbiornik zaanektowałem radioodbiornik rodziców „Tatra", przerabiając go co nieco. W efekcie odbiornik stał do mnie tyłem, bo potrzebne do słuchania stacji amatorskich organy regulacyjne umieściłem z tyłu. Zdjęta była tylna ścianka i wszystko było na wierzchu, a część wisiała na tzw. drutach. Nadajnik zbudowany był na starej części metalowej od jakiegoś przedwojennego odbiornika. Tu opisy na niewiele się zdadzą, bo co parę tygodni powstawał nowy nadajnik lub używany był gruntownie przerabiany. Nadajnik oczywiście nie był obudowany, wszystko łącznie z przewodami wysokiego napiecia było na wierzchu. Najmniejszy problem był z anteną bo dwudziestometrowy kawał drutu się znalazł, powiesiłem go między kominem sąsiada oraz kominem naszego bloku i gotowe.
W miarę upływu czasu urządzenia stawały sie coraz lepsze i coraz dokładniej obudowywane.
W konstrukcjach mistrzem, był Piotrek SP6CQY, który każdą obudowę i mocowania robił nowe osobiście tnąc, spawając i frezując. W efekcie jego urządzenia nie były nigdy małe i lekkie, ale stabilnościa nie miały sobie równych.
Krótkofalarstwo w dobie internetu
Zapyta ktoś, czy internet nie zabije krótkofalarstwa? Myślę, że jeszcze nie. Powszechnie dostępna informacja pomaga krótkofalowcom w administrowaniu swoimi łącznościami, ale przede wszystkim w wyszukiwaniu nowych stacji i krajów. Dzięki temu 13-to latkowie w nieco ponad pół roku osiągają to, na co ja sam czekałem 14 lat.
Dzisiejszy sprzęt dla amatora jest zwykle produkcji fabrycznej. Jego dobre parametry, o jakich się dawniej nawet nie marzyło, zapewnia technika cyfrowa oraz nowoczesne metody projektowania i konstruowania urządzeń radiowych. Jego cena, relatywnie do innych hobby, nie jest aż tak wysoka, niemniej jednak wydatek początkowy na wyposażenie stacji idzie w tysiace złotych. W dawniejszych czasach uczeń szkoły średniej VIII-IX klasy, z demobilu mógł za grosze zbudować stację. Dziś taki sam uczeń gimnazjum nie wyda paru tysiecy złotych na stację amatorską. Dlatego, wśród startujących przeważaja ludzie już jako tako życiowo zorganizowani, mający rodziny i mieszkanie.
Dawniej blok tzw „demoludu" słabo posługiwał się jezykiem angielskim, bo nie było silnej motywacji do jego nauki. Dziś jak ktoś nie zna angielskiego to dlatego, że sam nie chce. Kiedyś, by zrobić foniczną łączność z Ameryką Południową trzeba było nauczyć się na pamięć podstawowych zwrotów w języku hiszpańskim. Dziś cały świat mówi po angielsku więc problemu językowego nie ma.
Pierwszą, najwyżej klasyfikowaną specjalnością jest zdobywanie krajów (DX- y to w skrócie bardzo dalekie łączności). Dawniej zdobycie 100 krajów to już była sztuka, a ci którzy zdobyli ich ponad dwieście trafiali na listy honorowe. Dziś doświadczony radioamator robi tych krajów grubo ponad dwieście w ciągu jednego roku, a niektórzy w ciągu jednych sobotnio-niedzielnych zawodów (patrz: www.janikow.rf.pl - rubryka sport). W Polsce specjalistyczny klub DX-owy o nazwie SPDXC ma już ponad 50-cio letnią historię.
Krótkofalarstwo ma też już swoją ponad 100 letnią historię. Nie brakuje i takich co mają w swoich domach muzea sprzętu krótkofalarskiego, a częściej w ogóle radiowego. Ciekawą wirtualną prezentację takich własnych muzeów można zwiedzić na stronie Urzędu Komunikacji Elektronicznej (www.uke.gov.pl szukaj telemuzeum, albo wprost na stronie http://telemuzeum.uke.gov.pl/. W Bolesławcu mieliśmy znanego zbieracza starych odbiorników radiowych – Bohdana Pielińskiego.
SP6T Tomasz Niewodniczański,

